Kupując swoje drugie już w życiu mieszkanie byłam pewna, że najgorsze co może mi się przytrafić w tym względzie to załatwienie wszelkich formalności z tym związanych. Perspektywa remontu wydawała się z kolei świetlaną wizją przyszłości. Od kilku miesięcy starannie przeglądałam serwisy internetowe traktujące o wyposażeniu wnętrz i wydawało mi się, że już mam ułożony plan aranżacji mojego, olbrzymiego w porównaniu z dotychczasową kawalerką, trzypokojowego mieszkania. Starcie z rzeczywistością wyrwało mnie jednak ze sfery fantazji i w trybie natychmiastowym postawiło twardo na ziemi.

Pierwszym problemem, z jakim przyszło mi się zmierzyć było ogólne zagospodarowanie mieszkania. Do tej pory byłam przekonana, że moje cztery kąty będą otwartą przestrzenią, bez zbędnych ścianek działowych, które jedynie kradną cenne metry. Postanowiłam się zatem ich pozbyć i dzięki temu uzyskać poczucie możliwości rozwinięcia skrzydeł we własnym domu. Poszczególne strefy miały być oddzielone wyżłobieniami na suficie. Efekt dodatkowo miały podkreślać podłogi – w strefie kuchennej kafelki, w strefie pokojów – parkiety, a na nich dywany – oczywiście trzy różne. Poza tym planowałam urządzenie kuchni na lekkim podwyższeniu, tak aby wyeksponować jej specyficzny charakter. Atutem w tej kwestii był fakt, że pomieszczenie to znajdowało się we wnęce całego mieszkania, zatem nie było elementem rzucającym się gościom w oczy.

Z zapartym tchem pochwaliłam się moją wizją aranżacji wnętrza podczas rodzinnego obiadu, popełniając tym samym chyba największy błąd w życiu. Od razu odezwały się nieharmonijne chóry negujące mój fantastyczny projekt oparty, jak już wspomniałam, na wielomiesięcznym studiowaniu różnych koncepcji wykończenia czterech kątów. Tym, co przemawiało bezspornie za pozostawieniem ścian okazał się szacunek dla prywatności – mojej i dziecka, bo przecież każdy potrzebuje chwili spędzonej tylko we własnym towarzystwie. A otwarta przestrzeń narzuca nam obecność innych domowników. Mnie uniemożliwi spokojne obejrzenie filmu i poplotkowanie z przyjaciółką, a maluchowi odrobienie lekcji i omówienie bardzo ważnych spraw egzystencjalnych z kolegami. Jakby na to nie patrzeć, to prawda. Drzwi do poszczególnych pomieszczeń trzeba było zamknąć, razem z tematem przestrzeni bez ścian.

 

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here